Logo Logo Menu
Zamknij

To nie zamach na prerogatywy Prezydenta RP. To po prostu demokratyczne państwo prawa.

Czego dowiadują się obywatele z wywodów przedstawionych w skardze? 

Argumentacja opiera się na założeniu, że Wojewódzki Sąd Administracyjny niewłaściwie zastosował ustępy 1 i 2 Artykułu 61 Konstytucji RP. Brzmią one następująco: 

1. Obywatel ma prawo do uzyskiwania informacji o działalności organów władzy publicznej oraz osób pełniących funkcje publiczne. (…) 

2. Prawo do uzyskiwania informacji obejmuje dostęp do dokumentów oraz wstęp na posiedzenia kolegialnych organów władzy publicznej pochodzących z powszechnych wyborów, z możliwością rejestracji dźwięku lub obrazu.

Czemu Prezydent sądzi, że opinie nie są informacją publiczną?

Argumentacja skupia się na podważeniu istotności opinii prawnych dla podjęcia przez Prezydenta RP ostatecznej decyzji w sprawie podpisania ustawy. Po pierwsze opinie te mają być jedynie wynurzeniami ich autorów i ich dywagacjami (a zgodnie z przytaczanymi w skardze wyrokami sądów powinny należeć do sfery faktów). Po drugie stanowią wyraz ścierających się poglądów. Po trzecie zamówiono je jeszcze zanim ustawa wpłynęła do Sejmu – co miało pozwolić Prezydentowi RP na rozeznanie tematu. 

Jaki jednak ma to związek z niewłaściwym zastosowaniem artykułu 61 Konstytucji? Pomimo postawionych na wstępie zarzutów, nie znajdziemy w tekście przekonywujących dowodów. Odpowiedź na skargę nie zawiera odniesień do Konstytucji i zawartego tam sformułowania o prawie obywateli do uzyskiwania informacji o działalności organów władzy publicznej. Tymczasem chcąc obalić rozumowanie sądu, skarżący powinien raczej pytać nie tyle czym są opinie czy kiedy były zamawiane, a czy ich zamawianie jest przejawem działalności Prezydenta RP.

Ujawniając opinie prawne Prezydent RP zadziałałby na szkodę ich autorów. 

Konstytucji natomiast nie zabrakło przy opisie gwarancji praw autorskich. W skardze przytacza się ustępy 1 i 2 artykułu 64 Konstytucji RP:

1. Każdy ma prawo do własności, innych praw majątkowych oraz prawo dziedziczenia.

2. Własność, inne prawa majątkowe oraz prawo dziedziczenia podlegają równej dla wszystkich ochronie prawnej.

Autorzy skargi grzmią, że przecież Konstytucja ma pierwszeństwo przed ustawą o dostępie: Nie można dokonywać takiej interpretacji przepisów ustawy o informacji publicznej, która w efekcie godziłaby w podlegające ochronie konstytucyjnej prawa innych podmiotów (tu: autorów zleconych opinii).

Skoro jednak my obywatele, jak również sąd, wiemy że prawo do informacji również chronione jest przez Konstytucję, to może rozważać należy inną kwestię, czyli zdecydować która wartość w tym przypadku jest ważniejsza dla interesu publicznego. Autorzy opinii poradzili sobie i z tym problemem argumentując: Nawet jeśli przyjąć, iż okoliczność ta nie wyłącza a priori tych danych z zakresu informacji publicznej, to jednak wspomniane kwestie rzutują na rangę i znaczenie tych informacji jako informacji publicznej, oczywiście w kierunku ich znikomego znaczenia. Zasadniczym celem dostępu do informacji publicznej jest poznanie przez obywateli konkretnych faktów mieszczących się w sferze publicznej, mających znaczenie publiczne, z tego punktu widzenia wartość i znaczenie zleconych opinii ma znikomą wartość poznawczą, Z drugiej strony, na drugiej szali mamy do czynienia z prawami podmiotów trzecich, autorów opinii, których prawa autorskie poprzez udostępnienie zleconych opinii, zostałyby naruszone. 

Tu, jako stowarzyszenie stojące na straży prawa do informacji, zaczynamy czuć niepokój. O ile możemy jeszcze wyobrazić sobie rozważanie, która wartość jest ważniejsza, to podniesiona argumentacja zaczyna nas utwierdzać w przekonaniu, że autorzy skargi zupełnie nie rozumieją czym jest prawo do informacji. Konsekwentnie zresztą używają złej nazwy ustawy (pomijając słowo „dostęp”). Jest to wprawdzie drobiazg, ale również wskazuje na brak obycia autorów skargi z tematyką – a warto zaznaczyć, że każda z dwóch dotychczasowych skarg kasacyjnych kosztuje podatnika 6 150 zł brutto. Dywagacje na temat tego czy jakaś informacja jest ważna dla ludzi, trącą paternalizmem władzy i strachem przed nieodpowiedzialnymi obywatelami, którzy „nie wiadomo co zamierzają z informacją zrobić”. Innymi słowy władza żąda wykazania interesu, a tego prawo zabrania. Prawo do informacji jest jedną z podstawowych wolności. I władza ma obowiązek informację udostępniać. Nie wolno jej ani osobiście, ani przez wynajętych pełnomocników prowadzić rozważań dotyczących intencji wnioskodawców.

Niestety wrażenie paternalizmu władzy i niezrozumienia zasad państwa prawa przebija w skardze wielokrotnie. Włos na głowie jeży się jeszcze bardziej, gdy czytamy jakie wnioski wysnuwa się z faktu, że Prezydent ma niezależność w podejmowaniu decyzji.

Osobiste rozeznanie, autonomia, działanie zgodnie z własnym uznaniem to prerogatywy Prezydenta

Kolejne wywody dotyczą tego, iż Prezydent przy podejmowaniu decyzji jest niezależny i działa wedle własnego uznania. Szkoda, że autorzy skargi tak konsekwentnie pomijają kwestię tego, do kogo należy władza zwierzchnia w Rzeczypospolitej. Przypomnijmy artykuł 4 Konstytucji: Władza zwierzchnia w Rzeczypospolitej Polskiej należy do Narodu. Jak zatem ów Naród ma sprawować swoją władzę, nie mając wiedzy jak Prezydent– wybrany w powszechnych wyborach – korzystał ze swoich prerogatyw: osobistego rozeznania, autonomii i uznania. Znajomość przez obywateli treści opinii, nie ma związku logicznego z korzystaniem przez Prezydenta z Jego prerogatyw. Prezydent nie jest Pomazańcem stojącym ponad prawem. W praworządnym państwie prawo dotyczy wszystkich i to właśnie gwarantuje równowagę sił. 

Niestety, skarga kasacyjna zdaje się tę równowagę pomijać. Udostępnienie danych żądanych przez Uczestnika mogłoby doprowadzić do wypaczenia tego stanu rzeczy – mianowicie na ich podstawie opinia publiczna mogłaby podjąć próbę następczego zrekonstruowania toku rozumowania głowy państwa oraz powodów, dla których Prezydent RP zdecydował się na takie, a nie inne rozstrzygnięcie. Przy czym rzecz jasna próba taka byłaby z góry skazana na niepowodzenie – przesłanki skorzystania przez Prezydenta RP z przysługującej mu prerogatywy leżą bowiem in pectore, nie wynikają zaś ze sporządzonych na jego zlecenie opinii prawnych i ekspertyz.

Informacja publiczna a prawa autorskie

Jeśli chodzi o prawa autorskie zamówiono nawet ekspertyzę, która bardzo szczegółowo udawania że opinie są utworem i podlegają ochronie.  Za ekspertyzę tę podatnik zapłacił 12 300 zł. Kluczowy jest ostatni jej akapit: 

Podsumowując ogół  powyższych argumentów, należy uznać, że opinie zamawiane przez organy władzy publicznej nie mogą być kwalifikowane ani jako dokumenty urzędowe, ani jako materiały urzędowe w rozumieniu art. 4 ust. 4 pr. Aut. Korzystają zatem z pełnej ochrony przewidzianej przez przepisy ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych.

Odpowiedź ta jest wynikiem przedstawionych we wstępie do niej pytań, ale nie ma to związku ze sprawą. Charakter dokumentu nie ma znaczenia dla obowiązku udostępnienia informacji publicznej. Sądy wyraźnie podkreślają, że zgodnie z art. 61 ust. 2 Konstytucji dostęp obejmuje każdy dokument związany z działalnością organu władzy publicznej niezależnie od tego czy jest dokumentem urzędowym, czy też ma innych charakter. Ponadto prawa autorskie nie stanowią przeszkody do udostępnienia informacji publicznej, co wielokrotnie potwierdzał Naczelny Sąd Administracyjny np. w wyroku z dnia 15 lipca 2011 r. sygn. akt OSK 667/11: Stwierdzić bowiem należy, iż informacją publiczną są nie tylko dokumenty bezpośrednio redagowane i wytworzone przez organ administracji publicznej, ale charakter mają również takie dokumenty, które organ wykorzystuje do zrealizowania powierzonych prawem zadań, nawet wtedy gdy prawa autorskie należą do innego podmiotu. Podstawowe bowiem znaczenie ma fakt, iż dokumenty te służą realizacji zadań publicznych przez określone organy i zostały wytworzone na zlecenie tych organów. Nie chodzi bowiem o rozporządzenie prawami autorskimi, lecz o dostęp do treści dokumentu stworzonego właśnie na zlecenie organu administracji publicznej w celu realizacji zadań publicznych (czy też wyroki NSA  z dnia 9 lutego 2007 r. sygn. akt I OSK 517/06; z dnia 7 grudnia 2010 r. sygn. akt I OSK 1774/10; z dnia 18 września 2008 r. sygn. akt I OSK 315/08).

Powstaje pytanie, czy pieniądze zostały wydane celowo, a może zamawiający opinie powinien postawić pytania inaczej albo obejrzeć bazę orzeczeń NSA.  

Zadanie dla Trybunału Konstytucyjnego

W podsumowaniu skargi pojawia się nowy wątek. Tym razem pada pomysł, aby NSA – jeżeli podzieli stanowisko sądu niższej instancji – zwrócił się do Trybunału Konstytucyjnego o właściwą interpretację relacji ustawy o dostępie, ustawy o ochronie praw autorskich i konstytucyjnych gwarancji ochrony własności i niezależności Prezydenta. O tym, że prawo do informacji także jest wartością konstytucyjną wzmianki nie zawarto. Nie wiadomo na co liczą autorzy skargi, ale na pewno wiadomo jakiego kierunku powinni się trzymać obywatele. Został on wyznaczony prawie dwieście lat temu przez Jamesa Madisona: Powszechny rząd bez powszechnej informacji lub sposobu na jej zdobycie jest jak prolog do farsy albo tragedii, albo do obu naraz. Wiedza będzie zawsze rządzić ignorancją, a ludzie, którzy chcą być własnymi zarządcami, muszą uzbroić się w moc, którą daje wiedza (James Madison, 1822).  

***

Materiały źródłowe do poczytania:

Skarga kasacyjna złożona przez Prezydenta RP

Opinia prawna na temat praw autorskich

Faktury związane ze skargami kasacyjnymi (dwoma: Pana Marka Domagały i Fundacji ePaństwo oraz opinią prawną

 

Chcesz, aby Twoje prawa były chronione, a politycy mądrze wydawali Twoje pieniądze?

Wspieraj nas lub włącz się w nasze działania

Komentarze 0

Dodaj komentarz

Przed wysłaniem komentarza przeczytaj "Zasady dodawania i publikowania komentarzy".

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.