W jednej ze spraw, w której pomagamy jako organizacja, pojawił się następujący problem: Biblioteka Narodowa zablokowała jednego z użytkowników na swoim koncie na Facebooku, przez co miał utrudniony dostęp do zamieszczanych tam treści. W związku z tym złożył wniosek o udostępnienie informacji publikowanych na profilu instytucji poprzez odblokowanie na tym profilu.
Instytucja uznała, że taki wniosek nie podlega rozpoznaniu na zasadach ustawy o dostępie do informacji publicznej, a zasady dostępu do platformy Facebook są unormowane regulaminem platformy, który uwzględnia także kwestie skarg. W sprawie została złożona skarga, którą WSA oddalił. Sąd przychylił się do argumentacji instytucji (II SAB/Wa 678/25, orzeczenie nieprawomocne) i wskazał m.in.:
Jak wyjaśnił Dyrektor BN, głównym źródłem informacji o wydarzeniach i działaniach BN jest regularnie aktualizowana strona internetowa dostępna pod adresem www.bn.org.pl, do której dostęp ma każdy zainteresowany. Na stronie tej zamieszczane są wszystkie istotne informacje, w tym komunikaty dotyczące m.in. skrócenia czasu pracy czytelń BN, wyłączenia z użytkowania Pałacu Rzeczypospolitej, czy informacje o otrzymanych darach. Strona „Biblioteka Narodowa” na portalu Facebook ma na celu jedynie uzupełnienie działań promocyjnych BN prowadzonych przez nią przede wszystkim na ww. stronie internetowej. Skarżący w treści skargi wskazuje, że ma dostęp do profilu „Biblioteka Narodowa” i do prezentowanych na nim treści, z tym zastrzeżeniem, że widok ten posiada z poziomu użytkownika niezalogowanego.
Takie podejście wydaje się bardzo odległe od stanowiska, które wyraził Wojewódzki Sąd Administracyjny w innej z naszych spraw sprzed kilku lat (II SAB/Gd 91/20):
Korzystanie z mediów społecznościowych przez organy władzy publicznej służy wspieraniu aktywności obywatelskiej, chociażby bowiem ze względu na przystępność i szybkość takiej formy dystrybucji informacji z pewnością więcej osób może skorzystać z przysługujących im praw do wypowiedzi w sprawach publicznych, niż w wypadku tradycyjnej formy – dyskusji publicznych w siedzibie organu w określonym dniu i czasie, a więc kiedy konieczne jest osobiste stawiennictwo (…). Nadmierne blokowanie kont użytkowników może ograniczać debatę publiczną i stanowiącą jej element prawnie dopuszczalną krytykę, która niewątpliwie posiada walor impulsu dla organów pozwalający im na rozwój i poprawę swojej działalności oraz pozwala zwracać uwagę na obszary życia społecznego, które wymagają interwencji tego organu.
O problemie, jakim jest blokowanie obywateli w mediach społecznościowych władzy, pisaliśmy wielokrotnie (np. tutaj oraz tutaj). Konstytucja gwarantuje wolność wyrażania poglądów, pozyskiwania i rozpowszechniania informacji (art. 54 ust. 1 Konstytucji RP). Bez swobody wypowiedzi nie może istnieć niezbędna dla demokratycznego społeczeństwa debata publiczna, a nie trzeba chyba nikogo przekonywać, że obecnie taka debata toczy się głównie w internecie, za pośrednictwem mediów społecznościowych, i biorą w niej także udział politycy i instytucje publiczne. Te podmioty występują więc w podwójnej roli – jako użytkownicy portali i mediów, a zarazem jako instytucje publiczne. Choć więc organy powinny dbać o jakość i swobodę debaty publicznej, brak jest konkretnych przepisów, które wskazywałyby na granice ich postępowania w Internecie.
W rezultacie dochodzi do sytuacji, jak opisywana wyżej – Biblioteka Narodowa nie jest podmiotem prywatnym i ma obowiązek zachowywać pewne standardy, aby umożliwiać obywatelom zasięganie informacji o ich działaniach – w tym odpowiednio prowadzić swoje media społecznościowe, aby było to możliwe. W praktyce jednak, jeśli organ postąpi inaczej i zablokuje użytkownika, to ten nie ma narzędzi, aby temu przeciwdziałać. Trzeba podkreślić, że odesłanie do regulaminu platformy nie jest wystarczające – nie chodzi tu o to, czy dany podmiot korzysta z medium w sposób zgodny z regulaminem, czy też nie, ale czy organ władzy publicznej działa w sposób zgodny z art. 54 Konstytucji. Skoro naruszenie dotyczy praw obywatelskich i obowiązków organów władz publicznych, to o ochronę obywatelskich praw powinny zadbać instytucje i sądy. Nie jest to spór konsumencki, w którym ostateczny głos powinny mieć korporacje. I niepokojące jest, kiedy instytucje publiczne nie chcą – bądź nie są w stanie – zauważyć tego rozróżnienia i wolą cedować wszystkie spory w mediach społecznościowych na podmioty prywatne.
Przekaż 1,5% podatku Watchdogowi!
Wystarczy, że wpiszesz nasz numer KRS 0000181348 w swoim rozliczeniu podatkowym.
O tym, czy dana informacja podlega pod prawo do informacji, decyduje jej treść, a nie to, gdzie jest opublikowana. Jeśli, powiedzmy, wójt chwali się osiągnięciami jako włodarz na swoim Facebooku bądź Instagramie, to przekazuje informacje związane z jego działalnością. Oczywiście nie wszystko, co można znaleźć na Facebooku, należy uznać za taką informację – dla przykładu w orzecznictwie wskazuje się, że taką informacją nie będą co do zasady komentarze (zob. wyr. WSA w Olsztynie z 13.01.2022 r., II SAB/Ol 148/21). Często jednak wpisy w mediach społecznościowych zawierają więcej informacji – albo informacje innego rodzaju – niż lakoniczne komunikaty publikowane w Biuletynie Informacji Publicznej czy nawet na stronie internetowej instytucji. Tymczasem osoby zablokowane bądź niezalogowane na Facebooku nie mają pełnej możliwości zapoznania się z treściami publikowanymi na danym profilu. Ich prawo do informacji zostaje więc ograniczone, i to zazwyczaj bez wyraźnej ustawowej podstawy. Instytucje czasem, tłumacząc fakt blokowania osób komentujących posty, zasłaniają się “hejtem”, jakiego mają doświadczyć. Jednak rzadko przedstawiają jasne wytyczne, na podstawie których działają, nie wspominając nawet o jakiejkolwiek procedurze odwoławczej, a ich działania mają charakter arbitralny. Czasem wystarczy sam fakt wyrażenia krytyki, aby stracić dostęp do informacji.
Czy musimy się godzić z takim stanem rzeczy i faktyczną samowolką organów władz publicznych w mediach społecznościowych? Najlepiej byłoby, gdyby ustawodawca podjął stosowne działania i wprowadził odpowiednie regulacje; zawsze do dyspozycji pozostają także takie narzędzia, jak skargi i wnioski (o których piszemy np. tutaj). Ale niezależnie od powyższych, to wnioskodawca decyduje, w jakiej formie udostępnić mu wnioskowaną informację. Jeśli zaś dana informacja jest opublikowana w mediach społecznościowych instytucji, to odblokowanie wydaje się dopuszczalną formą udostępnienia informacji publicznej – podobnie jak możemy zażądać w formie elektronicznej informacji, którą organ dysponuje w formie skanu. Zgodnie z art. 10 ust. 1 ustawy o dostępie informacja publiczna, która nie została udostępniona w Biuletynie Informacji Publicznej lub portalu danych, jest udostępniana na wniosek. Nie powinno więc mieć znaczenia, czy np. wnioskowana informacja jest dostępna na stronie internetowej urzędu – witryna nie jest tożsama z BIP-em.
Jasne zasady i równe traktowanie uczestników to podstawa zdrowej, żywej debaty publicznej, a tym samym zdrowej demokracji. Dlatego pomogliśmy w przygotowaniu skargi kasacyjnej w sprawie i złożyliśmy do niej przystąpienie. Liczymy, że Naczelny Sąd Administracyjny przychyli się do argumentów wnioskodawcy i potwierdzi, że obywatele mają prawo domagać się od instytucji publicznych, aby nie blokowały ich w mediach społecznościowych.
Jeśli Wy też zostaliście zablokowani przez urząd bądź macie inne problemy z dostępem do informacji – piszcie do poradni Watchdoga.

Komentarze 0
Dodaj komentarz